Dziecko sie dusi, strażak daje mu swój tlen. Traci przytomność i nie może dokończyć akcji ratunkowej.
Jeśli dobrze zrozumiałam to już byli na balkonie i czekali na podnośnik, więc nic więcej i tak nie mógł zrobić.
I to jest myślenie osoby prywatnej a nie profesjonalisty.
Być może, ale w takim razie sporo jest takich "nieprofesjonalnych" strażaków na świecie i możliwe, że niejednej osobie w ten sposób życie uratowali takim nieprofesjonalnym zachowaniem... Szczerze mówiąc trochę nie podoba mi się takie gadanie jak Aliena, że miał "wielką ochotę na zrobienie czegoś szczególnego" i porównanie do głupiego błędu Wrony. Strażakiem zazwyczaj zostaje się po to żeby robić "coś szczególnego", czyli żeby gasić pożary i ratować ludzi. Albo bo ktoś lubi pomagać i po prostu taką ma naturę. Znam ten typ, bo np. mój kuzyn jest taki - był w ochotniczej straży pożarnej, w pogotowiu ratowniczym też coś na ochotnika w swoim miasteczku robił (karetkę chyba prowadził), chciał też zostać ratownikiem wodnym, ale na szczęście nie zdał jakiegoś elementu egzaminu i chyba matka zabroniła mu podchodzić ponownie, bo się bała że go ktoś utopi. Nie zdziwiłabym się specjalnie gdyby on na tym balkonie też podał temu dziecku tlen, bo taki już jest.
Ja nie twierdzę, że w każdej sytuacji tak się powinno robić, ale gdyby strażacy nie byli gotowi ryzykować w jakimś stopniu zdrowia i życia dla innych ludzi, to by nie zostawali strażakami - ryzyko jest w jakimś stopniu wpisane w ich zawód.
I wiem, że czasem ktoś taki może stracić życie niepotrzebnie się narażając - miałam śmierć w rodzinie - policjanta, który zostawił żonę i córkę, bo podjął interwencję, której nie musiał podejmować i która nie była warta jego życia i osierocenia dziecka. Ale w tej sytuacji ze strażakiem chodziło o życie dziecka, więc ja się osobiście nie dziwię...