To rzeczywiście tragiczne do głębi. Myślę, że zasada ograniczonego zaufania obowiązuje wszystkich, nie tylko uczestników ruchu drogowego.
Ja kiedyś jechałem w przyzwoitym hotelu windą, która się nagle zatrzymała między piętrami i zgasło też w niej światło. To bardzo nieprzyjemne uczucie być tak uwięzionym. Nawet nie byłem w stanie zobaczyć przycisku alarmowego. Po ok. 20 sekundach winda ruszyła i światło się zapaliło, ale te 20 sekund trwało dla mnie bardzo długo.
Kiedy indziej miałem bardzo zabawne wydarzenie, które mogło się skończyć dla mnie tragicznie. Było poniekąd podobne do wypadku tego nieszczęśnika w windzie. O mało co nie zostałem potrącony albo rozjechany przez ... lokomotywę. Działo się to na takim jednotorowym łączniku kolejowym w środku miasta, który niezwykle rzadko jest używany przez kolej. Szedłem wprost na te tory zamierzając je przekroczyć, a było bardzo ciemno w tym miejscu, gdyż nie był to teren oświetlony, zaś światło lamp z pobliskiej ulicy tam nie docierało. Lokomotywa sunęła bardzo powoli i bezszelestnie. Gdybym się na czas nie obejrzał w lewo (może kątem oka dostrzegłem jakiś ruch, ale mam wrażenie, że zrobiłem to przypadkowo), to za chwilę znalazłbym się pod tym stalowym kolosem, a z lokomotywy nikt by nie zauważył, że się po mnie przetacza. Ogromna masa przejechała w sekundę potem tuż przed moimi oczami ...
Ten, kto nigdy nie spotkał się blisko z lokomotywą, która niczego nie ciągnie i jedzie bardzo powoli, nie jest sobie w stanie wyobrazić, że te maszyny mogą się przy małej prędkości tak bezgłośnie poruszać. Mam też podwójną pewność, że tak rzeczywiście jest, gdyż innym razem - poruszając się po zamkniętym obszarze kolejowym (Warszawa-Odolany) - zamierzałem przekroczyć tor (a torów kolejowych jest tam bez liku), gdy nagle zza krzaków i z poza lekkiego zakrętu nieoczekiwanie wyłoniła się samotna lokomotywa jadąc prosto na mnie. Na szczęście była to pełnia dnia i wszystko było znakomicie widoczne, więc natychmiast zatrzymałem się jak wryty, zaś maszyna w tym samym momencie zawyła na mnie przerażającym świstem. Najpierw wszakże ujrzałem ruchomy obiekt, a potem dopiero obiekt dostrzegł mnie i wydał sygnał dźwiękowy, co dobitnie pokazuje jak skutecznie krzaki zasłoniły widok obu stronom. Inna sprawa, że nie powinno mnie tam w ogóle być i maszynista nawet potencjalnie nie mógł oczekiwać nikogo na torach.