Ja nie wiem jak pokolenie rodziców, ale za moich czasów też funkcjonowały streszczenia lektur. Więc problem z czytaniem opaslych tomisk to nie jest tylko wspolczesny problem. Teraz to nawet nie trzeba tego kupować, a wystarczy wygooglowac.
Nasza polonistka w liceum zawsze robiła kartkoweczki ze znajomości lektur. I pytała o takie drobiazgi, których nie byłoby w streszczeniu. Kilkakrotnie zdarzyło się, że jedynkę dostały tez osoby, które przeczytały lekturę, ale nie wychwycily tegoż drobiazgu. No taka sytuacja.
Natomiast często problemem nie jest grubość książki, ale jej treść. Przynajmniej w moim przypadku. Jeśli książka mnie zainteresuje, to nie przeszkadza mi jej grubość. Aczkolwiek pamiętam taki moment w liceum (chyba przy pozytywizmie), gdzie mało kto wyrabial, bo była ceglowka za ceglowka.
Quo Vadis mi się podobalo, ale nigdy nie sięgnęłam po nie ponownie. Ale pamiętam, że jednocześnie wypozyczalam Tristiana i Izolde i myslalam, że to ta (krótsza zresztą ) książka będzie mi się bardziej podobać. A tymczasem bohaterowie tejże najpiękniejszej opowieści miłosnej działali mi na nerwy.
Ogólnie rzecz biorąc, cieszę się, że teraz mogę czytać co chcę :)
Wracając do papieru i nośników elektronicznych , to jest jeszcze kwestia zdjęć. Nie wiem jak Wy, ale gdy tych zdjęć było mniej, to je lepiej pamiętam. W momencie gdy weszły cyfrówki, to zaczęliśmy robić więcej zdjęć, ale przez to, że jest ich tak dużo, to mniej je pamietam. Ostatnie zdjęcia z wakacji wywolywalam w 2011 roku, a i wtedy byłam wśród nielicznych. Dużym problemem było wybranie dwustu spośród setek.
Mam mnóstwo zdjęć zgranych na cd. Sporo w chmurze. Sporo straciłam przy przechodzeniu na nowszy model komórki czy przy awarii laptopa. Powinnam wcześniej zgrać, no ale przecież były zawsze pod ręką, więc mi się nie spieszyło...
Jak zdjęcia trzeba było wywołać z rolki, to człowiek był zainteresowany jak wyszły (lub czy w ogóle wyszły ), więc od razu je wywoływał.
Z jednej strony były przez to trwalsze i cenniejsze, ale też przepadały. Ja nie znam z wyglądu większości moich pradziadków, bo ich zdjęcia zawieruszyly się przy kolejnych przeprowadzkach czy perypetiach rodzinnych. Wszyscy zmarli zanim się urodziłam.