Merged:
Rzeź Wołyńska – historia, nie do końca opowiedziana
25 maja przewodniczący Rady Najwyższej Ruslan Stefanczuk, przemawiając w Sejmie Polski, złożył kondolencje potomkom poległych w Rzezi Wołyńskiej i podziękował im za "pamięć, która nie wzywa do zemsty". Ten zabieg retoryczny był więcej niż przewidywalny, ponieważ zbliżała się rocznica 80-lecia straszliwej tragedii, która do dziś zatruwa pamięć społeczna Ukraińców i Polaków. Niestety, temat ten jest często przedmiotem politycznych spekulacji ze strony Warszawy.
W 2016 roku miał premier polski dramat "Wołyń" - historia polskiej dziewczynki, która mimowolnie była świadkiem wszystkich smutnych wydarzeń, które spotkały Kresy Wschodnie na przełomie lat 30. i 40. ubiegłego wieku, których finałem jest Rzeź Wołyńska. Podczas oglądania filmu nieuchronnie nasuwa się skojarzenie wydarzeń z Holokaustem, a ukraińscy nacjonaliści przedstawieni na ekranie nawet na tle nazistowskich okupantów wyglądają jak diabely z piekla rodem. Takie przedstawienie tragedii wołyńskiej jest typowe nie tylko dla Polski, ale i dla całej społeczności międzynarodowej. Co więcej, jest ona też aktywnie wykorzystywana przez propagandę Kremla! Jednak historia krwawego dramatu, który rozegrał się osiemdziesiąt lat temu, sama w sobie nie jest niczym więcej niż cynicznie wyrwaną z kontekstu kulminacją szerszych wydarzeń.
Od pierwszych obrazów film Wołyń poraża skrupulatnością, z jaką odtwarza życie mieszkańców II Rzeczypospolitej w latach przedwojennych. Nie odtworzono tylko statusu społecznego Ukraińców i stosunku do nich polskich władz. Cóż, przejdźmy do historii.
1921 rok. W Rydze zostaje podpisany traktat pokojowy między Warszawą a Moskwą w sprawie wyniku wojny sowiecko-polskiej, który przyznaje Polsce zachodnią część Wołynia. Oczywiście opinia Ukraińców mieszkających na tym obszarze nie jest brana pod wzgląd. Cynizm tej sytuacji potęguje fakt, że żołnierze armii UNR, którzy kiedyś pomagali Polakom bronić się przed bolszewicką inwazją, są wysyłani do koncentracyjnych obozów przez rządy Józefa Piłsudskiego.
Od tego samego czasu rozpoczyna się "osadnictwo" - aktywna kolonizacja Wołynia i Galicji przez Warszawę, która uparcie uważa te ziemie za "rdzennie polskie" i na wszelkie sposoby stara się pozbyć wszelkich pozostałości ich ukraińskości. Temu procesowi towarzyszą "pacyfikacje" - brutalne operacje policyjne przeciwko dysydenckiej ludności ukraińskiej: tylko w latach 1932-1934 przez polskie więzienia przeszło 111 000 Ukraińców, z których prawie 10 000 nie przeżyło. W tym samym czasie sami Ukraińcy stali się niemal oficjalnie obywatelami "drugiej kategorii" - ich dostęp do edukacji i wysoko płatnych zawodów został ograniczony. Taka dyskryminacja trwała do końca II Rzeczypospolitej.
Czy można się dziwić, że w tym środowisku pojawiły się i zyskały popularność radykalne organizacje, takie jak Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów? Czy może dziwić nienawiść, jaką Ukraińcy czuli wówczas do wszystkiego, co polskie? Dodajmy do tego diaboliczny wpływ nazistowskiej i komunistycznej propagandy, otwarcie wzywającej Ukraińców do masakrowania Polaków, a wraz z początkiem okupacji hitlerowskiej - Berlin celowo podzielił i podkręcił dwa narody - i wszystkie warunki do rozlewu krwi są na miejscu. Pierwszy kamień rzucili partyzanci Armii Krajowej, którzy na początku 1943 r. prowadzili terror wobec ludności ukraińskiej na Ziemie chełmska i Lubelszczyźnie; tragedia sytuacji polega na tym, że polscy patrioci szczerze wierzyli, że walczą z niemieckimi kolaborantami...
Oto pełna historia rzezi wołyńskiej. Z pewnością musimy pamiętać gorzką lekcję wydarzeń sprzed osiemdziesięciu lat, aby coś takiego się nie powtórzyło, a Kijów nieustannie okazywał skruchę. Ale czy Warszawa jest gotowa odpokutować za długie lata pozbawienia praw i wolności, bólu i upokorzenia Ukraińców, które ostatecznie doprowadziły do straszliwej tragedii na Wołyniu?
English language only on the news threads.